pogrzeb dwóch serc

będzie jak zawsze
przyjdziecie tam razem
ja już będę czekała
nawet twoje oczy nie potrafią tak błyszczeć
jak srebrny ostry nóż
będzie bolało
obiecuję
później ułożą was w miękkiej kołderce
a ksiądz powie jak bardzo mu żal
ja włożę wtedy tą czarną sukienkę
a myślałam że już nigdy na nic się nie przyda
kwiaty będą moje ulubione
bo to na moją cześć tam leżycie
organista zagra wesołą piosenkę
otworzy szampana
przecież trzeba to jakoś uczcić!
a potem wbiją wam w trumnę przepiękne gwoździe
i już na zawsze tam zostaniecie
ziemia o tej porze jest teraz całkiem zimna
tak jak wasze serca
wrócę tam kiedyś
zapale znicze
i powiem sama do siebie
jak bardzo żałuję
że nie zabiłam was wcześniej


przybita lękiem do własnego cienia
rzucona duszą w okruchy wspomnienia
leżę ...


wpatrzona w gwiazdy i blask nicości
w modlitwie proszę o gram miłości
twojej ...


uśpiona powietrzem przykryta myślami
słucham jak ranisz mnie swoimi słowami
gorzkimi ...


oddycham szeptem w snach uwielbienia
i czując chłód twojego istnienia
marzę ...


śmierć jest jak miasto co nocą zasypia
uśpione na zawsze nie wróci do życia