Nicość
Taki żal
Jak mój
Taka pustka
Jak tu
Że już nawet łzy
Zmęczone
Nie tańczą
Na tafli mojej twarzy
Depresja
Boję się
Gorszego dnia
Łzy
Spływającej bezwładnie
Słowa
Banalnie troskliwego
Samotności
W tłumie
Proszę
Nie udawaj
Że mnie rozumiesz
Kim jestem?
Kim teraz jestem?
Dzbanem pełnym łez?
Zimnym kamieniem?
Mgłą?
Pustką?
A może cieniem?
Kiedyś byłam miłością
Ale powiedzieli mi
Że tylko
Wszystko komplikuję
Że jestem jedynie
Cierpieniem...
Bez ciebie
Mechaniczne ruchy
Nieobecny wzrok
Proste słowa
Tak lub nie
To wszystko
Na co mnie stać
W świecie
Pełnym prawdziwości
Bez ciebie...
Bez miłości
Kiedyś
Stąd odejdę
Jeśli już wszystkim
Powiem
Jak mają żyć
Jeśli już naprawię
Każdy błąd
Wtedy zamknę
Ostatnie drzwi
I zapomnę
O moim życiu
Pozbawionym miłości
Nie zaufam
Nie zaufam
Słowom
One
Uzależnione są
Od kłamstw
Między słowami
Jest samotność
Chciałabym
Odlecieć
Uciec
Moim łzom...
Łzy Anioła
Nie chcę
Płakać
Moje łzy
Ciebie ranią
Bardziej
A ja
Nie mogę
Patrzeć
Na zapłakaną twarz
Mojego Anioła Stróża
Taniec łez
I tylko moje łzy
Tak,
One wiedza najlepiej
Poznały ten ból
Tak dobrze
Pamiętają
Smutną piosenkę
To przy niej
Tańczą znów
Ucieczka
Ty mówisz
W domu się umiera
Ja tylko tu mogę się schować
Przed pułapką
Twoich miękkich spojrzeń
Uwierzę
Gdzie jesteś
Moja druga
Połowa?
Tyle razy
Dałam się nabrać
Losowi
Wciąż czekam
Kiedy mnie zatrzymasz
Nie wypowiesz
Żadnych słów
A ja
Będę wiedziała
Że nie ma potrzeby
Dłużej uciekać
Uwierzę
Twoim oczom
Które nie będą
Kłamały
Jego wieczność
To nie tak miało być
Przecież on mówił "zawsze..."
Lecz już widzę
To słowo
Co innego znaczyło
Już jego "wieczność" skończyła się
On zapomniał
I koniec
Pora otrzepać się
Z brudu jego słów
I pójść swą własną
Drogą
Zrozumieć nareszcie
Że słowom
Nigdy
Nie należy ufać
Tak całkiem do końca
Anioł
Mój anioł
Pojawił się
Znikąd
Zamknął świat
W jednym spojrzeniu
Niech nie odchodzi
Beze mnie...
Moje oczy
Moje oczy
Są lustrem
W którym
Możesz zobaczyć
Prawdę
Patrz uważnie
Może cię zmylić
Podstępny rządek rzęs
Radość
W twoich oczach
Zawstydzony
Uśmiech dziecka
Cieszysz
Moje serce...
Nawet, jeśli nie zauważysz
Wołam
Choć wiem
Że może nawet nie słyszysz
Piszę
Choć wiem
Że może nawet nie przeczytasz
Czekam
Choć wiem
Że może nawet nie pamiętasz
Płaczę
Choć wiem
Że może nawet jednej łzy
Nie zobaczysz
Śpiewam
Choć wiem
Że może nawet nie zrozumiesz
Lecz będę przy tobie
Choć wiem
Że może nawet tego nie zauważysz
Mój czarodziej
Zawładnął myślami
Zaczarował sny
W sercu
Gra muzyka
Jego słów
A ja
Patrzę na świat
Przez firankę
Jego spojrzeń czekoladowych
Samotność
Moja samotność
To wodospad
Wspomnień
Zastygłych
W smutnym
Uśmiechu księżyca
Mur
Ty wiedziałeś
Co powiedzieć
Wiedziałeś też
Czego nie mówić
Przy tobie zapomniałam
Że to dla takich
Jak ty
Stworzyłam
Ten żałosny mur....
Ogień zimnych mórz
Zabierz ręce
Gorące
Od twarzy mojej
Zabierz usta
Nabrzmiałe
Od nie dla mnie pocałunków
Nie całuje się umarłych dusz
I wybacz
Że nie zatańczę
I nie dziw się
Oczu moich ucieczce
Każdy twój gest
To krwawy cios
Pozwól odejść
Bo jeśli zostanę
Spłonę
W ogniu zimnym mórz
Moja nadzieja
Moja nadzieja
Jest srebrzystą gwiazdą
Świeci
Nad moim sercem
Czekającym
Na cud
Cisza
Pękła
Fałszywa
Bańka mydlana
Były tam
Twoje słowa
Pozostała
Głucha
Cisza
Pytania
Dlaczego
Moje serce
Nie może być
Z kamienia?
Dlaczego
Trafia w nie
Każda
Aktorska łza?
Dlaczego
Wciąż przybywa
Ran?
Ono już nie ma sił
Takie piękne być
Oszukana kobieta
Oszukana kobieta
Marzy
O śnie
Szuka ukojenia
W czerwonym winie
Pisze wiersze
Najsmutniejsze
Płacze
Na wspomnienie
Zaufania
W jego słowa
Słucha
Ulubionych ballad
Łzy spływają
Niezauważone
Oszukana kobieta
Przyrzeka sobie
Że to
Ostatni raz
Rysunki
Co się ze mną dzieje?
Że ciągle
Te serca maluję
Czy ze mną
Wszystko
Jest w porządku?
Wszędzie
Serca czerwone...
Za późno
Pierwsze nuty
Piosenki
Która
Połączyła
Dwa światy
Miedzy nimi
Urósł mur
Z twoich kłamstw
Nie przeskoczysz go
Zwykłym
Przepraszam
Płynie rzeka moich łez
Toną w niej
Najpiękniejsze
Wspomnienia
Nie chce
Odejść
Cały ten ból
Za późno
Byś wrócił czas
Moje serce
Moje serce
Ma obdrapane
Ściany
Wiszą na nich
Plakaty wspomnień
W środku
Świeci
Lawendowy płomień
A właścicielem
Jest
Zawsze uśmiechnięty miś....
Nie potrafię
A teraz
Nie potrafię już
Przeżyć dnia
Nie myśląc o tobie
Nie wspominając
Nie cofając
W myślach czasu
A teraz
Wciąż przeżywam na nowo
Piękne chwile
Każde twe spojrzenie
Każdy uśmiech
I gest
I słowo
Morderca ptaków
Zabiłeś
Niewinnego ptaka
Śpiewał
Dla ciebie
Czystą nutą
Sztylet
Bolesnych słów
Przebił
Go na wskroś
Zejdź
Mi z oczu
Morderco ptaków
Krzyż
Krzyż
Twoich cierpień
Skropiony
Krwią tajemnicy
Będę
Nosić za ciebie
Odpocznij
Pozwól
Odejść w zapomnienie
Ciemnym dniom
Jak można?
Jak można
Spojrzeć sobie w twarz
Mając na sumieniu
Tak wiele
Złamanych serc
Jak można
Zasypiać ze spokojem
Wiedząc, że
Ktoś
Przez ciebie
Stracił wiarę
We wszystko
Jak można
Nie zmienić
W sobie nic
Kiedy
Komuś
Rujnuje się świat
Jak można
Patrzeć komuś w oczy
I wciąż kłamać tak samo
Ślepe oczy
A teraz
Patrzysz
Niewidzącym wzrokiem
Ślepymi oczami
Jak ze szkła
Twoje spojrzenie
Jest teraz tak obce
Nie jesteś
Taki
Jak w moich snach
Zranione ego
Piękne słowa
Lecz puste po brzegi
Ból zadają sercu memu
Głowa pełna złudzeń
Twoje fałszywe słowa
Kaleczą moje ego
Śmiech księżyca
Nie przyjdę
Ucieknę
Zapomnę
Tylko księżyc
Nade mną
Śmieje się złośliwie
I z góry do mnie woła
Kogo ty oszukać chcesz?
A ja w każdym cieniu
Widzę cię...
Kiedyś wierzyłam
Kiedyś wierzyłam
Że w każdym
Człowieku
Jest okruszek dobra
Tylko
Trzeba umieć
Go dostrzec
Aż do chwili...
Gdy poznałam ciebie
Bohater
On obronił ją
Przed
Największym złem
Jakie znał
Nie chciał
By zraniony został
Jego najpiękniejszy kwiat
On pokonał
Wszystkie słabości i lęk
Zapomniał o sobie
Ocalił ją
Przed
Zadającym rany ostrzem
Obronił ją...
Przed samym sobą
Nadinterpretacja
Moje własne serce
Zrobiło ze mnie
Wariatkę
I już sama nie wiem
Co było
Prawdą
A co
Sobie sama wymyśliłam
Proszę powiedz
Że ty
Byłeś na prawdę
Że nie wszystko
Było
Serca nadinterpretacja
Tęsknota
Płacze noc
Smutno radio gra
Moje serce daleko
Myślami szukam cię
Ciało umiera tu
Pusta skrzynka
Tęskni za listem
Stary telefon śpi
Słowa całe we łzach
Cały mój świat wola cię
A ja
Czekam
Na najmniejszy znak
Moje serce jak ptak
Zamykam oczy
Jesteś wszędzie
Otwieram oczy
Rozpłynąłeś się
W powietrzu
Pozostawiłeś
Przeklętą czystość
Powiedziałeś, że
Nie chcesz mnie ranić
Moje serce
Jak zabity ptak
Nie zdążyło
Odlecieć na czas
Prośba
Spłoń
W ogniu
Chorych kłamstw
W płomieniu
Pustych obietnic
Zamień się
W pył
Jak nadzieja
Którą mi dałeś
W każdym cieniu Ty
Zamykam oczy
Widzę najpiękniejszy świat
Trzymasz moją dłoń
Nie myślisz
O następnym dniu
Otwieram oczy
Schowałeś się w jaskini
Rzeczywistości
Boisz się wschodu słońca
Odchodzę
Lecz jak odejść na prawdę
Gdy w każdym cieniu widzę cię
Czekanie
Pokonaj siedem mórz
Gorzkich łez
Pokonaj siedem gór
Jego kłamstw
W najwyższej wieży ostatnie nadziei
Czekam...
Ty
Pojawiłeś się znikąd
Zamknąłeś mój świat
W swoich oczach
Schowałeś mój strach
W objęciu rak
A potem
Zniknąłeś we mgle
Spalone łzy
Moje łzy
Spaliłam w ogniu świec
Niczym niechciane listy
Jednak one natrętne
Wciąż powracają
Uparte serce
Wcale nie chcę zapomnieć
Głupiutkie
Nie przestało wierzyć
Że za którymś rogiem
Jak gdyby nigdy nic
Czekasz Ty
Kiedy tęsknię
Tak wiec odszedłeś
Zostawiłeś samą
W pokoju pełnym łez
Wciąż próbuje
Wypłynąć na powierzchnię
Do życia chcę
Może nie byłoby tak źle
Gdyby nie wieczory
Mroczne zimne noce
Kiedyś byłeś Ty
Twoje oczy rozjaśniały mrok
Twoje ramiona otulały w chłodzie
Kiedyś wieczory były nasze
Nagle sama musze sobie radzić
Z podłym księżycem
On śmieje się ze mnie
Gdy wciąż na nowo próbuję zapomnieć
Zbędny trud
Złośliwie do mnie wola
Samozaprzeczenia
Czasem cię widzę
Jesteś tak inny
A jednak ten sam
Twoje oczy niezmiennie
Pachną czekoladą
A jednak są smutne
Światło
Moje serce
Wołało twoje imię
Choć ciebie nie było
Oczy patrzyły w dal
Choć nie widziały nic
Twoje spojrzenie
Jest dla mnie światłem
Wskazującym drogę ku szczęściu
Zza hebanowych włosów
Chowam się
W zasłonie hebanowych włosów
Teraz nikt nie zauważy
Kropel rosy
Na panoramie twarzy
Rutyna sprawia
Że wciąż tu jestem
Mimo złamanego serca
Przypadkowe słowa
Mówili
Są słowa, na które warto czekać
Całe życie
Bo one
Są nadzieją na raj
Więc czekałam
W końcu przyszły do mnie
Dwa wyrazy
Były piękne
Uwierzyłam
Lecz się okazało
Że są tylko
Literami ułożonymi w ciąg
Całkiem przypadkowo
Zrozumiałam
Że nie przynoszą szczęścia
Dla mnie przyniosły ból
Sama
Nocą
Kiedy nie ma, za kim tęsknić
Oczy
Zachodzą mgłą
Zbyt późno
By krzyczeć
Zbyt wcześnie
By zasnąć
Ostatni raz
Pobudka
Twoją twarz
W sercu nosze
I włosy anielsko jasne
Me dłonie pamiętają
Twe oczy mówiące zbyt wiele
Poszukiwane są przez moje
Ręce niezapomniane
Chwytające moje dłonie
I dni
I gesty
I słowa
Zapomnieć nie potrafię
A może to był tylko sen?
Pobudka
Anioły nie istnieją!
Cyrograf
Uwięziłeś
W złotej klatce
Bez słowa
Podpisałam
Twój cyrograf
Sprzedałam śpiewającą duszę
Będę tęsknić
Za gwiazdami
Będę tęsknić
Za księżycem
Już mnie nie usłyszą
Ze spuszczona głową
Zostaję
W twoich szponach
Schwytana jak mały ptak
Rozczarowane serce
Niewiele było
Między nami
A moje serce pewne było
Że wybrało doskonale
Ty nie byłeś
Tak odważny
Nie dałeś sobie szansy
Nie dałeś szansy nam
Serce zdziwione
Nie wierzy
Że popełniło błąd
Kolejny raz
Zanim odejdziesz na zawsze
Zanim przyjdzie
Czarnoskrzydły Anioł
Chcę zapamiętać
Twój uśmiech jasny
Nie pozwolę
By zgasł w moich oczach
Zanim Twój oddech
Zamieni się w ciszę
Chcę zrozumieć
Sens Twojego spaceru w chmury
Zanim znikniesz za widnokręgiem
Obiecaj
Że będziesz tam czekać
Na moje sny...
Tajemnica
Serce
Skrywa tajemnicę
Nigdy się nie dowiesz
Co ze mną zrobiłeś
Moje oczy
Nauczyłam kłamać
Twoje prawdomówne
Ranią
Schowaj mnie
Chciałabym być łzą
Która spływa powoli
Po policzku życia
Ukryj mnie
Przed śmiechem
Ukryj mnie
Przed słońcem
Nie pytaj, dlaczego
Bez powodu
Schowaj mnie w ciszy
Jeszcze nie twój czas
Zostań...
To nie twój czas
Na ostatni sen
Zostań...
Bez ciebie
Noc jest szarą samotnią
Zostań...
Nie chcę
Szukać cię w gwiazdach